.📖 Ten wpis dostępny jest w dwóch językach – polskim i angielskim.
Scroll down for the English version. 🇬🇧




🇵🇱 Polska wersja:

Nie trzeba się objadać, żeby doprowadzić siebie do ruiny.
Wystarczy latami udawać, że nasze ciało „jakoś da radę”.

Tak właśnie wyglądała moja droga do otyłości – nie dramatyczne epizody, ale codzienne drobiazgi, które powoli odbierały mi zdrowie.

Jak to wyglądało u mnie

Nie byłam typem, który wieczorami pochłania lodówkę.
Mój problem wyglądał inaczej – jadłam nieregularnie.

Śniadanie? Zazwyczaj kawa.
Lunch? Cokolwiek wpadło w rękę w biegu.
Obiad? Często dopiero wieczorem, kiedy byłam już półprzytomna ze zmęczenia.

Do tego zero ruchu. Po pracy padałam na kanapę i miałam wrażenie, że zasługuję tylko na odpoczynek.
A prawda była taka, że moje ciało powoli zamieniało się w maszynę bez energii.




Dlaczego tak robimy

Dla mnie to nie była „słabość” ani „lenistwo”.
To była rutyna, w którą weszłam bez zastanowienia.

Miałam inne priorytety – dzieci, dom, praca – i w tym wszystkim ja byłam zawsze na końcu listy.

Łatwo jest mówić „zacznij się ruszać, jedz regularnie”.
Ale kiedy żyjesz w trybie przetrwania, to zdrowie staje się luksusem.
A autodestrukcja? Ona przychodzi cicho, po kawałku.




Moment świadomości

Dopiero kiedy zaczęłam czuć zmęczenie nawet przy prostych czynnościach, zrozumiałam, że nie chodzi już o wagę.
Chodziło o to, że traciłam siebie – energię, siłę, radość życia.
I to był mój sygnał alarmowy.

Nie musisz się objadać, żeby niszczyć swoje ciało.
Wystarczy zaniedbywać je wystarczająco długo.

Moja otyłość nie była „winą genów” czy „przypadkiem”.
Była wynikiem tego, że zapomniałam o sobie.

Dziś uczę się na nowo – regularnych posiłków, ruchu i przede wszystkim tego, że ja też zasługuję na troskę.

👉 A Ty? Czy też miałaś w życiu moment, kiedy zaniedbania po cichu zaczęły Cię niszczyć?




🇬🇧 English version:

You don’t need to binge to destroy yourself.
Sometimes it’s enough to pretend for years that your body will “manage somehow.”

That’s exactly how my road to obesity looked — not through dramatic episodes, but through tiny, everyday choices that slowly drained my health.

How it looked for me

I wasn’t the kind of person who emptied the fridge at night.
My problem was different — I ate irregularly.

Breakfast? Usually coffee.
Lunch? Whatever I grabbed in a hurry.
Dinner? Often late at night, when I was already half-asleep from exhaustion.

And movement? None.
After work I’d collapse on the sofa, convinced I’d “earned” the right to rest.
The truth was, my body was turning into a machine running on empty.




Why we do this

For me, it wasn’t about “weakness” or “laziness.”
It was a routine I fell into without even noticing.

I had other priorities — kids, home, work — and somewhere at the very end of that list… was me.

It’s easy to say, “start exercising, eat regularly.”
But when you’re living in survival mode, health becomes a luxury.
And self-destruction? It creeps in quietly, piece by piece.




The wake-up moment

It wasn’t until I started feeling tired doing simple things that I realised — it wasn’t about weight anymore.
It was about losing myself: my energy, my strength, my joy.

That was my alarm bell.

You don’t have to overeat to hurt your body.
You just have to neglect it long enough.

My obesity wasn’t “genetics” or “bad luck.”
It was the result of forgetting about myself for too long.

Today, I’m learning everything again — regular meals, movement, and, most importantly, the simple truth that I deserve care too.

👉 What about you?
Have you ever reached a point where neglect started quietly destroying you?

85 kg Eliza Siatkowska – moja droga do akceptacji i zdrowia.  Eliza Siatkowska – my journey towards self-acceptance and health.
102 kg Eliza Siatkowska – moja droga do akceptacji i zdrowia. Eliza Siatkowska – my journey towards self-acceptance and health.
Posted in , ,

Dodaj komentarz