Ile razy w życiu na pytanie „Jak się masz?” odpowiedziałaś automatycznie „W porządku” – chociaż wcale nie byłaś?
Ja? Setki. Bo tak jest łatwiej.
Ale czy naprawdę łatwiej?
Udajemy, że wszystko jest w porządku, bo tego nas nauczono.
Mała dziewczynka słyszy: „Nie przesadzaj, nie płacz, nie rób scen”.
Dorosła kobieta słyszy: „Bądź silna, bądź dzielna, dasz radę”.
Więc uczymy się, że emocje to wstyd. Że smutek to słabość. Że zmęczenie trzeba przykryć uśmiechem.
I tak powstaje maska – „idealna, ogarnięta, wszystko pod kontrolą”.
Pod tą maską dzieją się rzeczy, o których rzadko mówimy.
Zmęczenie, które nie mija.
Poczucie, że nikt nas naprawdę nie widzi.
Strach, że jak powiemy prawdę – zostaniemy ocenione, wyśmiane albo odrzucone.
Więc mówimy „jest OK”, bo tak jest bezpieczniej.
Problem w tym, że im dłużej nosisz maskę, tym bardziej ona wrasta w Twoją twarz.
Aż w końcu sama zaczynasz wierzyć, że może faktycznie nie masz prawa być zmęczona.
Że przesadzasz.
Że powinnaś się wziąć w garść.
A przecież każdy człowiek ma prawo do słabości.
Każdy ma prawo powiedzieć: „Nie, nie jestem OK”.
Ja też przez lata mówiłam „jest dobrze”, kiedy wcale nie było.
W pracy, w domu, nawet do samej siebie.
Bo łatwiej było udawać, niż wytłumaczyć, dlaczego nie mam siły, dlaczego przytyłam, dlaczego czuję się jak cień siebie.
Dziś już wiem, że ta gra nikogo nie oszukuje.
Maska może zakryć twarz, ale nie uleczy serca.
Może czasem warto spróbować odpowiedzieć inaczej.
Nie zawsze: „jest dobrze”.
Czasem: „nie jest, ale pracuję nad tym”.
Bo prawda – nawet niewygodna – daje wolność.
👉 A Ty? Kiedy ostatni raz odpowiedziałaś ‘jest OK’, choć wcale nie było? I co by się stało, gdybyś wtedy powiedziała prawdę?

Dodaj komentarz