W moim domu w latach 80. i 90., gdy religia nie była jeszcze w szkole, tylko w salkach przy kościele, rodzice kazali nam wierzyć w Boga. Tak, dobrze czytasz – kazali. Jestem rocznik ’81, dorastałam w mieście i w każdą niedzielę musiałam iść do kościoła.

Nie było dyskusji. A jak się zorientowali, że stoimy z siostrą pod kościołem zamiast w środku – trzeba było potem szczegółowo opowiadać, co było na kazaniu. I tu najlepsze: kiedy plątałam się w zeznaniach, słyszałam: „Trzeba było być, to byś wiedziała”. No jasne – przecież byłam, tylko drzwi od środka oglądałam 😅

Święta na wsi u taty, na Podlasiu, miały swój klimat, ale Pasterka była dla mnie katorgą. Minusowe temperatury, ciemna noc, człowiek zaspany… A tato? Kazał nam iść, a sam zostawał na zewnątrz. Do dziś pamiętam, jakie to było niezrozumiałe: dlaczego my musimy, a on nie?

Potem przyszło dojrzewanie i pierwsze pytania. Zaczęłam się buntować. Nie chciałam ślubu – bo po co, skoro i tak większość kończy się rozwodem? Myślałam wtedy, że odchodzę od Kościoła. Że sama siebie wykluczam.

Ale prawda była inna: to nie ja odeszłam od Kościoła, to Kościół odepchnął mnie od siebie.

Nie gardzę ludźmi wierzącymi. Nie wyśmiewam wiary. Wierzę w Boga. Ale nie wierzę w instytucję, która za bardzo wchodzi z butami w nasze życie. Która częściej uczy wstydu i poczucia winy niż miłości i akceptacji.




Statystyki nie kłamią

Nie jestem jedyna. W Polsce coraz więcej osób mówi: „wierzę, ale nie praktykuję”.

📊 Jeszcze w 2011 roku aż 88% Polaków deklarowało przynależność do Kościoła katolickiego. W spisie powszechnym z 2021 roku – już tylko 71%.
📊 W 2022 roku na niedzielną mszę chodziło zaledwie 29,5% wierzących. Jeszcze trzy lata wcześniej było to prawie 37%.
📊 Najszybciej od Kościoła odchodzą młodzi. Ale nie od Boga – od instytucji.

I wiesz co? Wcale mnie to nie dziwi. Bo wiara powinna być wyborem, a nie nakazem.




Psychologia religii – gdy musisz zamiast chcesz

Psychologia mówi jasno: religia, która jest oparta na przymusie, częściej prowadzi do buntu niż do pogłębionej wiary.

Autonomia – każdy człowiek potrzebuje poczucia, że ma wybór. Kiedy religia staje się nakazem, dziecko czuje presję, a nie wspólnotę.

Rozbieżności – gdy rodzic mówi jedno, a robi drugie (jak mój tato na Pasterce), rodzi się poczucie niesprawiedliwości i hipokryzji.

Poczucie winy – religia może być wsparciem, ale jeśli zamiast otuchy daje lęk i wstyd, staje się ciężarem.

Edukacja – otwarta rozmowa o różnych tradycjach i religiach buduje tolerancję i pozwala młodym samodzielnie wybierać, w co wierzą.





Lekcja od mojego syna

Wychowywałam dzieci w duchu katolickim, bo tak było „normalnie”. Ale dopiero mój najmłodszy syn otworzył mi oczy. Poszedł do katolickiej szkoły średniej. I co się okazało?

Na religii uczą tam o wszystkich religiach. O tradycjach, zwyczajach, kulturach. Rozmawiają z dziećmi, tłumaczą. I to właśnie moje dziecko pokazało mi coś, czego sama wcześniej nie widziałam: ja nie odeszłam od Boga. To Kościół mnie odpychał.




Moja wiara dziś

Nie odcinam się od duchowości. Nie neguję ludzi wierzących. Ale wierzę w Boga, nie w instytucję. Wierzę, że Bóg nie karze, nie straszy, nie stawia warunków. Że jest obecnością, a nie obowiązkiem.

Może właśnie na tym polega różnica między „musisz” a „możesz”. Bo wiara zaczyna się tam, gdzie nie ma przymusu.




👉 A Wy? Jak to wyglądało w Waszych domach? Czy religia była dla Was wsparciem, czy obowiązkiem? Czy wierzycie w Boga, w Kościół – czy w jedno bez drugiego?

Posted in ,

Dodaj komentarz