Zaczynam się zastanawiać, ile razy można o mnie czytać i się nie znudzić. Ale hej – skoro jesteście tu i nadal klikacie, to może jednak warto? Może moje życie to taki tasiemiec Netflixa – niby się człowiek zastanawia, po co to ogląda, a jednak ogląda dalej, bo ciekawość wygrywa.

Mam 44 lata, lubię pisać i, jak już wiecie, najczęściej piszę o sobie. Nie dlatego, że nie ma innych tematów na świecie – są! Tylko że jak zaczynam o nich myśleć, to wychodzi mi coś w stylu: „nie wiem, nie znam się, zarobiona jestem”. Więc wracam do tego, co znam najlepiej – do siebie. (Tak, wiem, pachnie narcyzmem. Ale spokojnie – nie tym klinicznym, tylko tym blogerskim 😅).
Temat na dziś: macierzyństwo pod lupą

Dziś będzie o tym, jaką byłam i jestem matką. I uwaga – to nie będzie laurka w stylu: „najlepsza mama na świecie, medal poproszę”. Nie. To będzie raczej brutalnie szczere spojrzenie krytycznym okiem.

Bo macierzyństwo w moim wykonaniu to nie jest film reklamowy z uśmiechniętą mamą podającą dziecku ekologiczne marcheweczki w pastelowej kuchni. To bardziej czarna komedia:
– ja kontra dzieci,
– ja kontra moje wyobrażenia o byciu mamą,
– i ja kontra psychologia, która mówi jedno, a życie pokazuje drugie.
Co w planie?

Postanowiłam, że będzie to czteroodcinkowa seria. Bo skoro mam troje dzieci, to każde zasługuje na swoją część (żeby potem nie było fochów w stylu: „o nim pisałaś więcej!” 🙄).
– Odcinek 1: o tym, jakie byłam matką po raz pierwszy – świeżą, zagubioną i trochę w trybie „co ja tu robię”.
– Odcinek 2: o tym, co się zmienia, kiedy pojawia się kolejne dziecko i nagle człowiek zaczyna udawać, że ma doświadczenie.
– Odcinek 3: o najmłodszym, który dostał już „wersję demo” mnie jako matki – niby bardziej ogarniętą, a w praktyce bardziej zmęczoną.
– Odcinek 4: podsumowanie, czyli wielki rachunek sumienia: co zrobiłam dobrze, co spieprzyłam i czy moje dzieci mają jeszcze szansę na terapię zamiast kryminału. 😅
A teraz trochę „psychologii na luzie”

Psychologowie mówią, że macierzyństwo to proces. Serio? Ja bym powiedziała, że to bardziej gra RPG:
– na starcie dostajesz dziecko i 0 punktów doświadczenia,
– uczysz się w locie (najczęściej na błędach),
– zbierasz punkty cierpliwości, empatii i odporności na hałas,
– a bossowie to: bunt dwulatka, dojrzewanie i pierwsze „mamo, ja wiem lepiej”.

I jeszcze musisz pamiętać, że w tej grze nie ma opcji „save & load”. Jak coś pójdzie nie tak, to nie możesz wrócić do poprzedniego poziomu. Trzeba żyć z konsekwencjami.
Dlaczego o tym piszę?

Bo chcę spojrzeć na moje macierzyństwo szczerze. Nie po to, żeby się wybielać, ale żeby pokazać, że bycie mamą to nie bajka. To mieszanka błędów, prób, śmiechu i czasem łez. A jak się to wszystko opowie z humorem – to nagle okazuje się, że każda z nas ma podobnie.

Więc… zapraszam do czytania kolejnych odcinków. Będzie trochę śmiechu, trochę psychologii i dużo autoironii. Bo jeśli matka nie ma dystansu do siebie, to kto ma?

Posted in , , ,

Dodaj komentarz