📖 🇵🇱🇬🇧 Tekst dostępny w dwóch językach – przetłumaczony na angielski poniżej.
Scroll down to read the English version. 🌍✨
Zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego kłamstwo wchodzi nam jak świeża drożdżówka, a prawda czasem stoi w gardle jak ość? Kłamstwo jest jak influencer: zawsze ma dobry filtr, zna najlepsze kąty i mówi dokładnie to, co chcesz usłyszeć. Prawda… prawda ma rozciągnięty sweter, krzywe światło i ten niefortunny zwyczaj proszenia, żebyśmy pomyśleli. A my po całym dniu marzymy jednak o czymś lżejszym niż myślenie — najlepiej o serialu, który robi to za nas.
Nie mówię, żeby nie oglądać telewizji. Oglądajmy, ja też czasem oglądam — choć bardziej jak badaczka: „co dziś będzie trendować w emocjach?”. Tylko błagam: włączmy mózg, zanim włączymy pilota. Bo są chwile, gdy mózg sam próbuje z pilota uciec. Jak wczoraj, kiedy zobaczyłam w TV Bakiewicza, który mówił o napalmie. Mój mózg nie tyle się „zastanowił”, ile wykonał salto i próbował wyjść tylnymi drzwiami. Są rzeczy, które nie nadają się do pokazywania, nie dlatego, że ktoś „ma inne zdanie”, tylko dlatego, że gra cudzymi emocjami jak na fortepianie. I nawet jeśli stacja „chce go skompromitować”, to najczęściej robi mu darmową kampanię PR. Klasyka: nieważne, co mówią — ważne, żeby mówili.
Dlaczego kłamstwo wygrywa?
Psychologia ma na to kilka smutno-zabawnych odpowiedzi:
Potwierdzenie własnych przekonań (confirmation bias): kochamy informacje, które potwierdzają, co już myślimy. Kłamstwo jest w tym mistrzem — ugniata się jak plastelina, dopasuje do Twojej wersji świata. Prawda jest sztywna. Mówi: „przykro mi, ale…”. Nie lubimy „ale”.
Heurystyka dostępności: to, co głośne, świecące i szokujące, wydaje się „ważniejsze” niż jest. Jeśli ktoś krzyknie „NAPALM!” w prime time, nasz mózg robi wielkie oczy. To nie jest wina mózgu — on tak działa. Wina zaczyna się tam, gdzie przestajemy pytać: „po co mi to wrzucono do głowy?”.
Efekt prawdy iluzorycznej: powtórz coś sto razy, a nawet rozsądni ludzie zaczną to czuć jako „znajome”, czyli „prawdziwe”. Reklama to wie, polityka to uwielbia, telewizja to sprzedaje. Prawda powtarzana rzadko przegrywa z kłamstwem powtarzanym pięknie.
Zmęczenie poznawcze: po całym dniu chcemy prostych odpowiedzi. Kłamstwo daje ulgi w pigułce: „to nie Twoja wina”, „oni przeciwko nam”, „ktoś to wszystko zaplanował”. Prawda przychodzi z podręcznikiem i zadaniem domowym. Kto ma siłę na zadania domowe?
Społeczny dowód słuszności: jeśli „wszyscy” to udostępniają, to „coś w tym musi być”. Nie musi. Czasem w tym jest tylko dobrze skrojona narracja i cudzy interes.
Telewizja: nie wróg, ale narzędzie (a narzędzia tną w obie strony)
Telewizja nie jest diabłem. Jest narzędziem. Nożem można kroić chleb albo zranić kogoś w palec — to nie wina noża. Problem w tym, że dziś każdy kanał do perfekcji opanował framing (jak oprawić temat w ramkę) i setting agendy (o czym będziemy myśleć jutro rano). I naprawdę nie chodzi o „prawa-lewa”. Propaganda nie ma jednej flagi. Ma format. Dramaturgię. Muzyczkę. Napisy. I gościa w studiu, który powie dokładnie tyle, ile potrzeba, żeby oglądalność nie spadła w przerwie na jogurt.
Widzisz tę grę, gdy w dyskusjach ustawowo musi być „iskra”, najlepiej krzykliwa. Nie po to, żeby widz zrozumiał, ale żeby poczuł. Bo uczucie trzyma krócej niż rozum, ale szybciej się klika. Dlatego tak często emocje podszywają się pod fakty, a prowadzący z rycerza prawdy robi się reżyserem pojedynku: „panie pośle, ale krótko!”.
I wtedy wchodzą „tematy gorące” jak napalm — całe na czerwono. Ktoś powie, że to demaskacja. Ja pytam: kogo to buduje? I czy na pewno demaskuje? Po prawdzie: na okładkę trafia nie sprostowanie, tylko skandal. Rozgłos robi robotę. Mechanizm jest stary jak świat — uwaga to waluta. A telewizja, tak jak internet, zarabia w tej walucie.
Dlaczego wolimy true crime od wiadomości?
Jest w tym pewien paradoks, który mnie nie przestaje śmieszyć i smucić naraz. Te same stacje, które podkręcają emocje do czerwoności, zapraszają psychologów z pytaniem: „Skąd taka popularność filmów o seryjnych mordercach?”. Serio? Może stąd, że w true crime przynajmniej wiadomo, co jest faktem. Nikt nie udaje, że to „trochę żart”. To się wydarzyło. Jest data, jest miejsce, są nazwiska, jest konsekwencja. To straszne — ale szczere. A my jesteśmy tak głodni szczerości, że wolimy brutalną prawdę niż cukrową watę „debaty”, po której prowadzący życzy nam „spokojnej nocy”.
Nie dlatego, że kochamy zbrodnię. Tylko dlatego, że mamy dość ściemy.
Kłamstwo ma lepszy PR, bo nie ma skrupułów
Kłamstwo jest elastyczne — ubierze się w Twoje emocje, przytuli Twoje lęki, obieca prostą drogę. Prawda mówi: „będzie niewygodnie”. Kłamstwo mówi: „będzie prosto”. Prawda układa puzzle z miliona elementów. Kłamstwo rysuje mema.
Zauważyłaś, jak często w rozmowach znika zdanie „masz rację”? Zastąpiło je: „to Twoja opinia”. Cudny wynalazek. Dzięki niemu nic nie musi być prawdą ani kłamstwem — wszystko staje się narracją. A jak wszystko jest narracją, to wygra ta, którą najprzyjemniej się słucha. Albo ta, którą najgłośniej krzyczą.
I tu wchodzimy w sedno: nie potrzebujemy dziś „więcej informacji”. Mamy ich za dużo. Potrzebujemy lepszych nawyków myślenia. Tylko tyle i aż tyle.
Jak myśleć, kiedy już nam się nie chce?
Nie będę robić moralitetu. Znam to zmęczenie, które mówi: „daj mi pięć zdań i święty spokój”. Dlatego proponuję krótką apteczkę poznawczą. Bez wykładów, za to z humorem:
1. Pytaj „komu to się opłaca?” Zanim zareagujesz, zapytaj, kto zyskuje na tym, że Ty to czujesz. Złość? Lęk? Zachwyt? Jeśli da się to przeliczyć na oglądalność, kliknięcia, głosy — bingo. To nie znaczy, że coś jest fałszywe, ale znaczy, że ktoś to sprzedał.
2. Zmień kanał — w głowie. Nie chodzi o pilota. Chodzi o nawyk. Jeśli łapiesz się, że coś Cię „niesie”, zrób trzy oddechy. Zapisz jedno zdanie: „Co ja wiem, a co ja czuję?”. Ta pauza robi cuda.
3. Szukaj niezgody z samą sobą. Jeśli jakaś informacja idealnie pasuje do Twojego światopoglądu — zatrzymaj się. To podejrzane. Prawda rzadko bywa idealna. Częściej drapie.
4. Wpuść dwa źródła, które się nie lubią. Przeczytaj tę samą sprawę z dwóch stron. Nie chodzi o symetrię, tylko o perspektywę. Jak patrzysz jedną gałką okiem — tracisz głębię.
5. Nie nagradzaj manipulacji uwagą. Nie wchodź w link, który krzyczy. Nie udostępniaj rzeczy „dla beki”. Algorytm nie wie, że to beka. Wie, że klikasz. A potem będziesz jeść tę samą papkę codziennie.
6. Ustal własne „standardy higieny informacyjnej”. Tak jak myjesz zęby, myj głowę: jedna dłuższa rzecz dziennie (reportaż, analiza), zero doom-scrollingu przed snem, jeden dzień w tygodniu offline od newsów. Świat się nie zawali — obiecuję.
7. Miej zgodę na „nie wiem”. To jest zdanie bohaterów, nie ignorantów. „Nie wiem” otwiera głowę. „Wiem wszystko” ją zamyka.
Bakiewicz, napalm i inne słowa-klucze
Nad słowami „napalm”, „zdrada”, „zagrożenie” świecą w newsroomach lampki „click”. To trigger’y. Nie chodzi o to, by ich nie używać. Chodzi o to, aby wiedzieć, co robią. Słowa mają temperaturę. Dziennikarstwo ma termometr. Jeżeli ktoś podnosi Ci temperaturę co pięć minut, to nie jest lekarz od prawdy — to DJ od Twojego układu nerwowego.
I jasne, że czasem trzeba „pokazać, co ktoś mówi, żeby go obnażyć”. Tylko że telewizja nie obnaża. Telewizja powiększa. Ustawia światła, mikrofon i robi scenę. I niestety, scena bywa nagrodą samą w sobie. Bo rozgłos żywi się rozgłosem, nawet jeśli jest to rozgłos „negatywny”.
„Ale ja mam dość polityki”
Ja też. Dlatego to nie jest tekst o polityce. To tekst o myśleniu. O tym, że prawda nie musi być modna, żeby była potrzebna. I że można oglądać TV — serio można — jak się ogląda pokaz iluzjonisty: z zachwytem dla sztuczki, ale z ręką na portfelu.
Widzisz, prawda nie krzyczy. Nie musi. Nie ma budżetu na konfetti i nie tańczy na rolkach. Prawda stoi z boku i czeka, aż do niej podejdziesz. Czasem jest nieśmiała, czasem nieładna, czasem nieprzyjemna. Ale to ona zostaje z Tobą, kiedy gasną światła w studiu.
Kłamstwo przychodzi pierwsze, bo ma czerwony dywan. Prawda przychodzi ostatnia, bo idzie piechotą.
A teraz coś osobistego (żeby nie było, że tylko teorie)
Ile razy złapałam się na tym, że wierzę w ładne zdanie, bo mnie pociesza? Milion. Ile razy udawałam, że coś „na pewno” jest takie, jak czuję? Jeszcze więcej. Tylko że prawda ma dziwny zwyczaj pukać do drzwi akurat wtedy, gdy masz gości. Wchodzi bez zaproszenia i rozgląda się w milczeniu. Robi porządek. Nie dlatego, że lubi sprzątać. Tylko dlatego, że nie znosi bałaganu w głowie.
I wiesz co? Z każdym rokiem coraz bardziej lubię to jej milczenie. Bo w ciszy słychać, co naprawdę myślę. A nie to, co ktoś mi właśnie wrzucił w uszy w prime time.
Morał (tak, będzie morał — bez moralizowania)
Nie potrzebujemy „więcej prawdy w telewizji”. Potrzebujemy więcej prawdy w sobie. A to oznacza odwagę, żeby czasem nie kliknąć, nie skomentować, nie podkręcić, nie krzyczeć. Oznacza zgodę na nudę faktów i luksus sprawdzania źródeł. Oznacza trening mózgu, który jest tak samo ważny jak trening ciała — tylko hantli nie widać.
Telewizja nie przestanie robić telewizji. Internet nie przestanie być internetem. Ale my możemy przestać być publicznością „do obrobienia”. Możemy być widzami, którzy włączają mózg. I naprawdę nie chodzi o doktorat. Chodzi o jedno pytanie zadane w porę:
> Komu to się opłaca, że ja mam to czuć?
A jeśli czujesz, że odpowiedź brzmi: „na pewno nie mnie” — to wyłącz dźwięk. I włącz myślenie.
Pytanie do Ciebie (tak, do Ciebie)
Kiedy ostatni raz złapałaś się na tym, że uwierzyłaś w coś, bo wszyscy o tym mówili — i co się stało, kiedy sprawdziłaś fakty?
I drugie: czy wolisz dziś „ładne kłamstwo”, które głaszcze, czy „niewygodną prawdę”, która leczy?
Napisz. Naprawdę chcę to przeczytać — nie po to, by wygrać dyskusję, tylko po to, by lepiej myśleć razem.

Sometimes it feels like the devil doesn’t need hell anymore — a TV and a remote will do just fine. 🔥
Have you ever wondered why lies go down as smoothly as a fresh pastry, while truth sometimes gets stuck in your throat like a fishbone?
A lie is like an influencer — always perfectly filtered, knows the best angles, and says exactly what you want to hear.
Truth… truth wears a stretched-out sweater, stands in bad lighting, and has that unfortunate habit of asking you to think.
And after a long day, who has the energy for thinking? We’d rather have something lighter — like a TV show that does it for us.
I’m not saying don’t watch TV. Watch it — I do too, though more like a researcher asking, “What emotion is trending today?”
Just please, turn on your brain before you turn on the remote.
Because sometimes, the brain itself tries to escape from it.
Like yesterday, when I saw a man on TV talking about napalm — my brain didn’t just “pause for thought,” it did a full somersault and tried to exit through the back door.
Some things shouldn’t be shown — not because “people have different opinions,” but because they play others’ emotions like a piano.
And even if a TV station claims to be “exposing” someone, what it really does is give them free PR.
Classic rule: it doesn’t matter what they say — as long as they say it.
Why does the lie win?
Psychology has a few darkly funny answers:
Confirmation bias: We love information that confirms what we already believe.
Lies are masters of this — soft, flexible, easy to shape into your version of reality.
Truth is rigid. It says, “I’m sorry, but…”
And nobody likes the word “but.”
Availability heuristic: Whatever is loud, shiny, and shocking seems “important.”
If someone screams “NAPALM!” in prime time, your brain’s eyes go wide.
That’s not stupidity — that’s biology.
The problem starts when we stop asking, “Why was that put into my head?”
Illusory truth effect: Repeat something a hundred times and even smart people start to feel it’s “familiar,” therefore “true.”
Advertising knows it, politics loves it, and television sells it.
Truth, repeated rarely, loses to lies repeated beautifully.
Cognitive fatigue: After a long day, we crave simple answers.
Lies offer quick relief: “It’s not your fault,” “They’re against us,” “Someone planned it all.”
Truth shows up with a textbook and homework.
And who’s got energy for homework?
Social proof: If “everyone” shares it, it must be true.
It’s not.
Sometimes it’s just a well-tailored narrative — serving someone else’s interest.
Television: not evil, but a tool (and tools cut both ways)
TV isn’t the devil. It’s a knife — it can slice bread or cut a finger.
The problem is, today every network has mastered framing (how to box a topic) and agenda setting (what we’ll think about tomorrow morning).
And it’s not about left or right — propaganda doesn’t wear a flag, it wears a format.
It has lighting, soundtracks, captions, and a guest who says just enough to keep viewers through the yoghurt commercial.
You can see the pattern: every debate “needs” a spark — someone loud, emotional, outrageous.
Not to make you understand, but to make you feel.
Emotion fades faster than logic but gets clicks ten times quicker.
That’s why feelings now masquerade as facts, and the host isn’t a knight of truth — but a director of the duel:
“Minister, please — briefly!”
Then the “hot topics” enter like napalm — all in red.
Someone calls it “exposure.”
I ask: exposure for whom?
Because the cover story is never the correction — it’s the scandal.
Attention is currency.
And both TV and the internet trade in it.
Why do we prefer true crime to the news?
Here’s a paradox that’s both funny and sad.
The same stations that stir up fear and anger ask psychologists:
“Why are people obsessed with serial killer shows?”
Really? Maybe because at least there, we know what’s true.
There’s a date, a place, names, and consequences.
It’s horrific — but honest.
We’re so starved for authenticity that we’d rather watch brutal truth than sugar-coated debate.
Not because we love crime — but because we’re tired of lies.
Lies have better PR because they have no shame
A lie is flexible — it wears your feelings, hugs your fears, promises an easy road.
Truth says, “It’s going to be uncomfortable.”
Lies say, “It’ll be simple.”
Truth is a 1,000-piece puzzle.
Lies are a meme.
Notice how often people stop saying, “You’re right.”
They replace it with, “That’s your opinion.”
Brilliant invention — now nothing has to be true or false.
Everything’s just a narrative.
And when everything’s a narrative, the story that wins is the one that feels the best — or screams the loudest.
We don’t need more information.
We need better thinking habits.
That’s it.
How to think when you don’t feel like thinking
No lectures, just a practical survival kit — brain edition:
1. Ask “Who benefits?”
Before reacting, ask who gains from you feeling this way — anger, fear, euphoria.
If it can be measured in views, votes, or money — there’s your answer.
2. Change the channel — in your head.
If something carries you away emotionally, take three breaths.
Write one line: “What do I know, and what do I just feel?”
3. Distrust perfect alignment.
If something fits your worldview perfectly — pause.
Truth rarely fits perfectly. It usually scratches a bit.
4. Read two opposing sources.
Not for balance — for depth.
Looking with one eye loses depth perception.
5. Don’t reward manipulation with attention.
Don’t click on screaming headlines.
Don’t share “for fun.”
Algorithms don’t get sarcasm — they just see engagement.
6. Keep “information hygiene.”
Like brushing teeth: one in-depth piece a day, no doomscrolling before bed, one day offline per week.
The world won’t end. Promise.
7. Be okay with “I don’t know.”
That’s not ignorance — that’s courage.
“I don’t know” opens your mind; “I know everything” shuts it.
Trigger words and emotional DJs
Words like “napalm,” “betrayal,” and “danger” light up newsroom dashboards like Christmas trees.
They’re emotional triggers.
The problem isn’t using them — it’s not knowing what they do.
If someone keeps raising your temperature every five minutes, they’re not a doctor of truth — they’re a DJ for your nervous system.
And yes, sometimes we “need to show what someone said to expose them.”
But TV doesn’t expose — it amplifies.
It sets the stage, adjusts the light, and turns it into a performance.
And unfortunately, the stage itself is often the reward.
“But I’m tired of politics!”
Me too.
That’s why this isn’t about politics.
It’s about thinking.
About the fact that truth doesn’t have to be fashionable to be necessary.
You can watch TV — just watch it like a magician’s act:
Admire the trick, but keep your hand on your wallet.
Truth doesn’t shout.
It doesn’t need to.
It doesn’t have a budget for confetti or roller-skates.
Truth stands quietly in the corner, waiting for you to notice.
Sometimes shy, sometimes messy, sometimes uncomfortable — but it stays when the lights go out.
Lies arrive first — they’ve got the red carpet.
Truth walks.
A personal note (because theory alone is boring)
I’ve lost count of how many times I believed a comforting sentence just because it made me feel better.
Or pretended something was “definitely true” because it fit my emotions.
But truth has this annoying habit of showing up uninvited — right when you’ve got guests.
It enters, looks around, and silently rearranges things.
Not because it loves cleaning — but because it hates mental clutter.
And you know what? I’ve started to like its silence.
Because in silence, I finally hear what I think — not what someone just poured into my ears during prime time.
Moral (without moralising)
We don’t need “more truth on TV.”
We need more truth inside ourselves.
That means courage to not click, not comment, not amplify, not shout.
It means accepting the boredom of facts and the luxury of checking sources.
It’s mental fitness — invisible dumbbells included.
Television won’t stop being television.
The internet won’t stop being the internet.
But we can stop being an audience to be manipulated.
We can be viewers who think.
You don’t need a PhD — just one good question at the right time:
> “Who benefits from me feeling this way?”
And if the answer is “Definitely not me,”
turn off the sound — and turn your mind back on.
A question for you
When was the last time you realised you believed something just because everyone said it —
And what happened when you checked the facts?
And one more:
Would you rather hear a pretty lie that comforts, or an uncomfortable truth that heals?
Write it down.
Not to win the argument — but to think better, together.
Dodaj komentarz