Miśek Koterski i Kuba Wojewódzki – o sile upadku, powstaniu i cieniu, który nigdy nie znika

Są tacy ludzie, których los rozbiera do gołej duszy. Nie po to, żeby ich zniszczyć, ale żeby sprawdzić, czy jeszcze będą chcieli żyć, kiedy wszystko przestanie mieć sens.
I są tacy, którzy przechodzą przez to piekło na oczach całego kraju.
Dwóch takich mężczyzn to Michał „Miśek” Koterski i Kuba Wojewódzki – różni jak ogień i woda, a jednak w pewnym momencie połączeni przez rozmowę, w której nie było już błysku fleszy, tylko prawda i emocje.

Nie wiem, czy da się przeżyć coś gorszego niż upadek na dno, gdy wszyscy patrzą. Bo nie chodzi tylko o wstyd. Chodzi o ten moment, kiedy człowiek zaczyna się bać samego siebie.
Kiedy każda myśl boli, a jedyne, co masz, to jeszcze jedno kłamstwo, które mówisz sobie, żeby przetrwać kolejny dzień.
Miśek Koterski był w tym miejscu.
Nie raz, nie dwa.
I to właśnie dlatego jego historia ma sens. Bo nie jest o tym, że można się podnieść. Jest o tym, że można się podnieść mimo wszystko.



Cień, który nie znika

Miśek nie udaje, że wygrał. I może właśnie dlatego mu wierzę.
Bo każdy, kto naprawdę coś przegrał, wie, że z przeszłością się nie wygrywa.
Z nią się żyje.
Każdego dnia, od nowa.

On o tym mówi z taką surowością, że aż boli słuchać. O tym, jak bardzo można się pogubić. Jak łatwo uwierzyć, że „przecież kontroluję” – i jak trudno przyznać, że już dawno nie kontrolujesz niczego.
Jest coś niesamowicie ludzkiego w jego spowiedziach. Nie takich medialnych, przygotowanych pod emocje widza, tylko tych prawdziwych – z oczami, które się nie świecą, tylko gasną.

Widziałam jego rozmowę z Kubą Wojewódzkim i przyznam szczerze – rozumiem obie strony.
Rozumiem Kubę, który nie chciał się angażować w coś, co pachniało katastrofą.
I rozumiem Miśka, dla którego to był moment, gdy ktoś, kogo uważał za bliskiego, odwrócił się plecami.
I wcale nie mam ochoty nikogo oceniać.
Bo prawda jest taka, że nikt z nas nie wie, jak by się zachował, gdyby ktoś bliski staczał się w przepaść.
Pomóc można tylko temu, kto jeszcze chce się ratować.
A wtedy Miśek chyba już nie chciał.



Siła upadku

Kiedy człowiek spada, to nie spada nagle.
To nie jest film, w którym ktoś krzyczy „stop!” i zatrzymuje się w pół drogi.
To raczej powolne zsuwanie się po własnych decyzjach.
Miśek mówił, że dno przyszło wtedy, gdy już nic nie zostało.
Ani rodziny, ani wiary, ani godności.
Tylko głód – nie taki fizyczny, ale ten, który zżera człowieka od środka.

I to właśnie tam, w tym błocie, zaczyna się coś, czego nie da się nauczyć z książek ani terapii – prawdziwa pokora.
Nie taka na pokaz, nie taka z wyuczonego języka o „wdzięczności i rozwoju osobistym”.
Pokora to wtedy, kiedy wiesz, że już nie jesteś panem swojego życia, i prosisz, żeby ktoś ci podał rękę.


Powstanie – ale nie triumfalne

Miśek się podniósł.
Nie spektakularnie. Nie jak bohater z filmu.
Podniósł się po cichu, w trzeźwości, której nikt nie klaskał.
I to jest właśnie ta różnica między show a życiem.
Show kończy się oklaskami.
Życie dopiero się wtedy zaczyna.

Kiedy oglądam, jak dziś mówi o swojej drodze, widzę człowieka pogruchotanego, ale właśnie dzięki temu – prawdziwego.
Nie wstydzi się mówić, że był nikim.
Że zniszczył wszystko, co miał.
I że dopiero wtedy zrozumiał, że życie to nie szampan na premierze, tylko cisza, w której uczysz się znowu oddychać.

I wiesz co?
Ja wierzę, że on już nie wróci do tamtego piekła.
Bo tylko ci, którzy naprawdę tam byli, wiedzą, że nie ma tam nic, do czego warto wracać.
To nie jest nostalgia za „tamtym życiem” – to trauma, której nie chcesz nawet dotknąć.



Ludzie, którzy podcinają skrzydła

Najtrudniejsze w tej drodze nie są już pokusy.
Najtrudniejsi są ludzie.
Ci, którzy mówią: „No, zobaczymy, ile wytrzyma.”
Ci, którzy z uśmiechem przypominają stare błędy, jakby bali się, że ktoś naprawdę się zmienił.
Bo łatwiej wierzyć w cudze porażki niż w cudze odrodzenie.

I dlatego mam nadzieję, że Miśek dziś jest mądrzejszy.
Że zrozumiał, iż nie każdy, kto jest obok, chce twojego dobra.
Niektórzy chcą tylko być blisko światła, które znowu świeci – póki świeci.
Tacy „przyjaciele dla fame”, jak ich nazwałaś.
Najbardziej toksyczny gatunek ludzi: tacy, którzy klaszczą ci tylko wtedy, gdy jesteś na scenie.


Kuba Wojewódzki – obojętność czy granica?

Wiele osób krytykowało Kubę po tej rozmowie, że był chłodny, że nie wsparł, że mógł inaczej.
Ale ja go też rozumiem.
Bo czasem nieobecność jest formą ochrony.
Nie każdy potrafi być wybawcą.
Nie każdy ma w sobie siłę, żeby wciągać drugiego człowieka z bagna, wiedząc, że może sam tam ugrzęznąć.
To nie obojętność.
To czasem instynkt przetrwania.

I chociaż było w tej rozmowie coś bolesnego – to właśnie w niej było też coś pięknego: dwoje ludzi, którzy wreszcie przestali grać.
Bez masek, bez roli, bez ironii.
Bo czasem najprawdziwsze rozmowy to te, które zostają w pół słowa.



Cień, który idzie z tobą

Wiem, że Miśek mówi dziś o trzeźwości, o wierze, o miłości.
Ale wiem też, że cień zostaje.
On zawsze będzie szedł za nim.
I może to dobrze.
Bo cień przypomina, skąd wyszedłeś.
I że wystarczy jedno potknięcie, żeby wrócić tam, gdzie już nie chcesz być.

Trzeźwość to nie stan.
To codzienny wybór.
A wybory są trudne, kiedy świat kusi, a ludzie chcą, żebyś był znowu „tym starym sobą”, bo wtedy byłeś bardziej zabawny, bardziej kolorowy, bardziej… użyteczny.


Druga szansa nie jest dla każdego – ale każdy może ją dostać

Nie wierzę w bajki o tym, że każdy się zmienia.
Ale wierzę w ludzi, którzy przeżyli własny koniec i nadal chcą żyć.
Bo to nie jest kwestia cudów – to kwestia odwagi.

Miśek Koterski nie jest idealny.
Nie jest wzorem.
Ale jest dowodem, że człowiek może przejść przez piekło i wrócić z niego z sercem, a nie z cynizmem.
I może właśnie dlatego jego historia jest tak potrzebna – bo jest o nadziei, która nie jest cukierkowa, tylko brudna, zmęczona, ale prawdziwa.

Na koniec

W tej całej historii nie chodzi o to, kto miał rację – Miśek czy Kuba.
Chodzi o to, że każdy z nas nosi w sobie jakiegoś demona, z którym musi się dogadać, żeby nie zniszczył wszystkiego.
Jedni robią to głośno, na oczach milionów.
Inni po cichu, w czterech ścianach.

Ale mechanizm jest ten sam – wszyscy chcemy wierzyć, że można się podnieść.
Że nawet jeśli raz zawalisz wszystko, możesz jeszcze napisać nowy rozdział.
Nie bez bólu, nie bez strachu, ale z pokorą.

Bo prawdziwe zwycięstwo to nie nagrody, role, wywiady.
To dzień, w którym budzisz się i nie musisz już uciekać od siebie.

I jeśli Miśkowi się to udaje – nawet przez jeden dzień –
to znaczy, że ta walka ma sens.

Czasem największa siła nie krzyczy. Po prostu stoi w ciszy i oddycha dalej.

Sometimes the greatest strength doesn’t shout. It just stands in silence and keeps breathing.


There are people’s lives completely torn apart — not to destroy them, but to see if they’ll still want to live when nothing makes sense anymore.
And some go through that hell in front of an entire nation.

Two such men are Michał “Miśek” Koterski and Kuba Wojewódzki — as different as fire and water, yet connected by a single conversation where there were no lights, no laughter, no irony… just truth and emotion.

I don’t know if there’s anything harder than falling apart while everyone’s watching. It’s not even about shame. It’s about that moment when you start being afraid of yourself.
When every thought hurts, and the only thing you have left is another lie you tell yourself just to make it through another day.

Miśek Koterski has been there.
Not once, not twice.
And that’s why his story matters — because it’s not about winning.
It’s about getting back up anyway.


The Shadow That Never Leaves

Miśek doesn’t pretend he’s won. Maybe that’s why he’s believable.
Anyone who’s truly lost everything knows — you don’t “win” against your past.
You just learn to live with it.
Every day. From scratch.

He speaks about it with a rawness that cuts right through you. About how easy it is to get lost. How easy it is to say “I’ve got this” — until you don’t.
There’s something deeply human in his confessions. Not the kind you rehearse for a camera, but the kind that comes from tired eyes and a trembling voice.

I watched his conversation with Kuba Wojewódzki, and honestly — I understood both sides.
I understood Kuba, who didn’t want to get involved in something that looked like another crash waiting to happen.
And I understood Miśek, who was hurt because someone he once called a friend turned away.

But I don’t want to judge either of them.
Because truth is — none of us really know what we’d do if someone we love started falling apart in front of us.
You can only help someone who still wants to be saved.
And at that time, maybe Miśek didn’t.



The Strength of the Fall

When a person falls, it doesn’t happen overnight.
It’s not a movie moment.
It’s a slow, silent slide down the slope of your own choices.

Miśek said that rock bottom came when there was simply nothing left —
no family, no faith, no dignity.
Just hunger. Not the kind you feed — the kind that eats you alive from the inside out.

And that’s where something begins — something no book or therapy can teach you: true humility.
Not the kind you post about on Instagram,
but the kind that comes when you finally admit you’re not the master of your own life,
and you whisper, “Please… help me.”


Rising Again — Without Applause

He got up again.
Not with fireworks or a dramatic comeback.
He got up quietly — in sobriety, with no audience and no applause.
And that’s the difference between a show and real life.

The show ends with applause.
Life starts when the lights go out.

When I listen to him now, I see a man still broken, but maybe that’s why he’s real.
He’s not ashamed to say he lost everything —
that he destroyed it himself.
And that only then did he realise that life isn’t champagne on a red carpet — it’s learning how to breathe again in silence.

And you know what?
I believe he won’t go back.
Because only those who’ve truly been in hell know there’s nothing there worth returning to.
That’s not nostalgia. That’s trauma.


The People Who Clip Your Wings

The hardest part of healing isn’t the cravings.
It’s people.

The ones who say, “Let’s see how long this lasts.”
The ones who smile while reminding you of your worst moments — because it’s easier for them to believe you’ll fail again than to accept that you’ve changed.

And that’s why I hope Miśek has learned to be smarter now.
That he understands not everyone around you wants you to fly.
Some people only want to stand close to the light — as long as it still shines.
“Friends for fame,” as you called them.
The most dangerous kind — they clap when you’re on stage, and vanish when the curtain falls.


Kuba Wojewódzki — Coldness or Boundaries?

Many criticised Kuba after that interview — that he was cold, distant, lacking empathy.
But I get it.
Because sometimes distance is a form of protection.
Not everyone is meant to be a saviour.
Not everyone has the strength to pull someone out of the darkness without falling in themselves.
That’s not cruelty.
That’s self-preservation.

And yet, in that conversation, something beautiful happened —
Two men who stopped pretending for once.
No masks, no performance, no sarcasm.
Because sometimes the most honest conversations are the ones that end halfway through a sentence.


The Shadow That Walks Beside You

I know Miśek talks now about faith, love, and sobriety.
But I also know the shadow never leaves.
And maybe that’s a good thing.
Because the shadow reminds you where you came from.
And that one wrong step could take you right back.

Sobriety isn’t a state of being.
It’s a daily decision.
And choices get harder when the world tempts you — when people want the “old you” back,
the funny, reckless, loud version, because that version was easier to consume.



A Second Chance Isn’t for Everyone — But Everyone Deserves One

I don’t believe every person changes.
But I believe in those who have died inside and still choose to live again.
That’s not luck — that’s courage.

Miśek Koterski isn’t perfect.
He’s not a saint.
But he’s proof that you can go through hell and come back with a heart instead of bitterness.
And that makes his story worth telling — because it’s not about a fairytale comeback,
but about a tired kind of hope that still fights to stay alive.


In the End

This story isn’t about who was right — Miśek or Kuba.
It’s about the fact that every one of us carries a demon inside that we need to face before it destroys everything.
Some do it in front of millions.
Some do it in silence.

But the truth is the same —
We all want to believe we can rise again.
That even after losing everything, we can still rewrite our story.
Not without pain, not without fear, but with humility.

Because real victory isn’t fame or applause.
It’s waking up one morning and realizing… you don’t need to run from yourself anymore.

And if Miśek manages to do that — even for one day —
then his fight is worth it.

Posted in , , , , ,

Dodaj komentarz