👇Scroll down for English 👇
(czyli historia o tym, jak prawie spaliłam dom, straciłam włosy i chciałam się rozwieść)/(How I almost burned the house down, lost half my hair and nearly divorced my husband)
Z perspektywy czasu widzę jedno:
to nie zaczęło się w grudniu.
To zaczęło się dużo wcześniej. Tylko wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to „to”.
Retrospekcja – kilka lat wstecz
Po krwotoku i kontroli po kolposkopii poszłam prywatnie do ginekologa.
Zrobił mi USG dopochwowe, spojrzał, zamyślił się i rzucił hasłem:
„Pani pęcherzyki zanikają. Dzieci już raczej nie będzie.”
Miałam wtedy 40 lat.
I wiecie co?
👉 Wzruszyłam ramionami.
Bo:
więcej dzieci nie chcę
Trójkę dzieci już mam
temat zamknięty, prawda?
No nie.
Temat dopiero się otwierał, tylko jeszcze o tym nie wiedziałam.
Etap „okres jest, okresu nie ma”
Przez kolejne lata okres zachowywał się jak nastolatek:
raz był
raz go nie było
raz przyszedł „na chwilę”
raz wcale
Ale kto by się przejmował.
Przecież:
stres
praca
życie
Anglia
Normalne, prawda?
No właśnie nie do końca.
Rok temu: ból, który mnie zmiotł
W zeszłym roku przyszedł ból, taki, że:
usiadłam
oddychałam
i zastanawiałam się, czy to już koniec
Nie „miesiączkowy dyskomfort”.
Tylko ból totalny, fizyczny, bez dyskusji.
Ale i to dało się jakoś zepchnąć:
może torbiel
może jednorazowe
może znowu stres
Kobiety są mistrzyniami w racjonalizowaniu sygnałów ostrzegawczych.
Grudzień. I wtedy się zaczęło.
Od grudnia dostałam pakiet premium:
🔥 Uderzenia gorąca
W środku zimy. Bez powodu.
Piekarnik włączony od środka.
🧠 Mgła mózgowa
Taka, że prawie spaliłam dom, bo zapomniałam wyłączyć gaz pod garnkiem.
Stoisz. Patrzysz. I nie wiesz, po co tu przyszłaś.
💇♀️ Włosy
Została mi połowa.
I nie – to nie była zmiana fryzury.
😴 Sen
Zasypianie: świetne.
Pobudka: 3–4 nad ranem.
Mózg: „a teraz pomyślmy o wszystkim, co w życiu poszło nie tak”.
I mój ulubiony numer: „to na pewno deficyt”
Ponieważ cały czas pracuję nad ciałem, ćwiczę, pilnuję jedzenia, wkręciłam sobie:
„To deficyt kaloryczny. Za mało jesz. To nie menopauza.”
Logiczne?
Logiczne.
Błędne?
BARDZO.
Bo najgorsze dopiero przyszło.
Myśli, które nie były moje
Zaczęły się myśli destrukcyjne.
Takie, których wcześniej nie miałam.
Codzienne rozmowy z mężem zaczęły być nie do zniesienia.
Jego decyzje:
doprowadzały mnie do szału
wywoływały agresję emocjonalną
sprawiały, że byłam gotowa się rozwieść
I nie dlatego, że on się zmienił.
Tylko dlatego, że ja nie byłam sobą.
I to był ten moment, w którym coś mi przestało pasować.
Bo można się wkurzać.
Ale ja nie poznawałam własnych reakcji.
Olśnienie: „a może… lekarz?”
I wtedy mnie olśniło.
Nie dramatycznie.
Raczej cicho:
„A może ja powinnam iść do lekarza?”
W UK czas zatrzymał się na covidzie, więc:
lekarz – tak
ale przez telefon
Nie wytrzymałam.
Rozpłakałam się.
Dzięki temu dostałam wizytę.
Która… prawie się nie odbyła, bo lekarz średnio mnie słuchał.
Ale.
Na szczęście.
Dał skierowanie na szczegółowe badania.
Krew – poziom expert
Idę do przychodni.
Pobranie krwi.
Pani szuka żył.
Nie znajduje.
W tym momencie miałam wrażenie, że:
ona właśnie skończyła kurs online
ja jestem jej pierwszym żywym człowiekiem
Dostałam papierek do ręki i komunikat:
„Proszę udać się do szpitala.”
I tak oto ja, w środku menopauzalnego chaosu, wędrowałam po UK z kartką jak pielgrzym.
Teraz czekam na wyniki
I zobaczymy, co tam wyjdzie.
Hormony?
Tarczyca?
Menopauza pełną parą?
Jedno wiem na pewno.
Jeśli myślisz, że „to jeszcze nie ten wiek”
A coś z Tobą jest nie tak:
emocje są nie Twoje
ciało wariuje
głowa robi rzeczy, których nie poznajesz
👉 zrób badania.
Bo stan, w którym potrafimy się znaleźć, nie jest fajny dla nas.
A już w ogóle nie jest fajny dla faceta, który nie wie,
czy ma:
przeprosić
uciekać
czy zadzwonić po pomoc.
Mój wniosek, najważniejszy:
Menopauza nie zawsze wchodzi drzwiami.
Czasem włamuje się oknem,
podpala kuchnię
i rozwala małżeństwo po drodze.
I to nie jest Twoja wina.
Jeśli dotrwałaś do końca, to powiedz mi jedno:
Czy Ty też miałaś moment, w którym pomyślałaś:
„to już chyba nie jestem ja”?
Jeśli tak – serio, nie jesteś sama.
I warto się temu przyjrzeć, zanim wszystko zacznie się sypać.

Looking back now, I know one thing for sure:
this didn’t start in December.
It started years earlier — I just didn’t know what I was looking at.
A few years ago – the moment I ignored
After a haemorrhage and a follow-up appointment post-colposcopy, I went private to see a gynaecologist.
He did a transvaginal ultrasound, went quiet for a moment and then said:
“Your follicles are disappearing. You’re unlikely to have more children.”
I was 40 at the time.
And honestly?
👉 I didn’t care.
I already have three children.
I wasn’t planning any more.
End of story, right?
Wrong.
That was just the opening scene.
The “sometimes I have a period, sometimes I don’t” phase
For a long time, my period behaved like it had commitment issues:
one month yes
next month no
sometimes barely there
sometimes completely missing
But who worries about that?
Life is stressful.
Work is demanding.
We live in the UK.
That’s normal… right?
Apparently not.
Last year: pain that wiped me out
Then came the pain.
Not cramps.
Not discomfort.
The kind of pain that:
makes you sit down
breathe through it
and seriously question your life choices
But again — I explained it away:
maybe a cyst
maybe stress
maybe a one-off
Women are experts at minimising warning signs.
December. Everything exploded.
From December onwards, I got the full premium package:
🔥 Hot flushes
In winter.
Indoors.
With no warning.
Like someone switched the oven on inside my body.
🧠 Brain fog
So bad I almost burned the house down because I forgot to turn off the gas under a saucepan.
I stood there staring at it like I’d never seen fire before.
💇♀️ Hair loss
I lost half my hair.
Not a new hairstyle.
Actual loss.
😴 Sleep
Falling asleep? Easy.
Waking up at 3–4am? Every single night.
My brain immediately starting a documentary called “Everything You’ve Ever Done Wrong”.
My favourite lie: “It’s just the calorie deficit”
Because I’ve been working on my body, exercising and watching what I eat, I told myself:
“This must be the calorie deficit. Not menopause.”
It sounded logical.
It felt responsible.
It was completely wrong.
The thoughts that weren’t mine
This was the scariest part.
My thoughts turned dark and destructive.
Simple conversations with my husband became unbearable.
His decisions made me:
furious
overwhelmed
ready to divorce him on the spot
And the key thing?
👉 He hadn’t changed. I had.
I didn’t recognise my reactions.
That’s when the alarm finally went off.
The moment of clarity: “Maybe I need a doctor”
Quietly.
Not dramatically.
Just a thought:
“Something is really wrong. Maybe I need help.”
In the UK, time still seems frozen in the COVID era, so:
yes, GP
but by phone
I didn’t make it through the call without crying.
That’s how I got an appointment.
Which almost didn’t happen — because the doctor barely listened.
But eventually, I was given referrals for detailed blood tests.
Blood tests: UK edition
I went to my GP surgery for bloods.
The nurse couldn’t find a vein.
At all.
At that point I genuinely wondered if:
she’d just completed an online course
and I was her first real patient
She handed me a piece of paper and said:
“You’ll need to go to the hospital.”
So there I was — menopausal, exhausted, emotional —
wandering through the UK healthcare system with a piece of paper like a pilgrim.
Now I’m waiting for results
Hormones.
Thyroid.
Everything.
We’ll see what comes back.
But here’s what I already know.
If you think you’re “too young for menopause”
But something feels wrong:
your emotions don’t feel like yours
your body is doing strange things
your mind is not your safe place anymore
👉 Get tested.
Because the state we can end up in isn’t pleasant for us —
and it’s absolutely terrifying for a man who has no idea
whether to:
apologise
leave the room
or call an ambulance.
My biggest conclusion
Menopause doesn’t always knock politely.
Sometimes it:
breaks in through the window
sets the kitchen on fire
and almost destroys your marriage on the way in
And none of that means you’re weak.
Or dramatic.
Or “losing it”.
One last question
Have you ever had a moment where you thought: “This doesn’t feel like me anymore”?
If yes — you’re not alone.
And it’s worth listening to that feeling before everything starts falling apart.
Dodaj komentarz