Godzina 15:00, ja na zakupach w przedświątecznym amoku, gdy nagle dzwoni agencja, z którą współpracujemy jako handyman services. Tekst klasyk: „Proszę, podjedźcie pod adres, trzeba zabezpieczyć drzwi, bo ktoś je wyłamał”.

No to my w myślach: ekstra, dodatkowy grosz przed świętami się przyda – kilka minut roboty, 50 funtów w kieszeni, barszcz jeszcze zdążymy zjeść.



Dojeżdżamy na miejsce i już przy wjeździe czujemy, że coś tu śmierdzi… a właściwie pachnie. I to nie barszczem, tylko zielonym „lasem tropikalnym”. Ścieżka do domu usłana liśćmi konopi, drzwi kompletnie rozwalone. Ja od razu myśl: konkurencja zrobiła im nalot.



Grzesiek bierze się do roboty, stuka, puka, próbuje sklecić drzwi do kupy, a ja… no cóż, bawię się w fotografa i wysyłam zdjęcia do córki: „Wybierz sobie choinkę, bo mamy tu całą plantację – od mini po XL”. 🎄🌿

Po 30 minutach mąż nagle mówi: „Ty, ktoś idzie…”
Ja: „Spoko, pewnie właściciel”
On: „Nie, policja” 🚔

Choinek



No i tu zaczyna się kabaret. Ja w panice kasuję zdjęcia wysłane do córki, bo już widzę siebie w TVP Info w wydaniu specjalnym. W Polsce to by nas skuli w pięć sekund i przesłuchali po świętach – jak dobrze pójdzie.

A tu? „Good afternoon, what are you doing here?” – kilka pytań, bez stresu, nawet dokumentów nie chcieli. Mówili coś, że trzeba będzie odłączyć prąd. Mój mąż z sercem na dłoni: „To ja wam pomogę!”. Mina policjantów bezcenna: „No, maybe not, mate”. 😂

Na koniec życzyli nam Merry Christmas i poszli dalej. My do auta, kilka przecznic dalej postój, żeby dojść do siebie i upewnić się, że naprawdę nie wylądowaliśmy w pace.

Wróciliśmy do domu jak bohaterowie – szczęśliwi, że święta spędzimy w gronie rodziny, a nie na tak zwanym „dołku”. Policjanci byli bardziej rozbawieni niż my – chyba też uznali, że trafili na najlepszą plantację choinek ever.


👉 A Wy? Mieliście kiedyś sytuację, że przypadkiem wpakowaliście się w coś, co wyglądało jak scena z filmu kryminalnego, a skończyło się tylko śmiechem? 😅

Posted in

Dodaj komentarz