⬇️ Scroll down for English ⬇️
Nie sądziłam, że napiszę ten wpis z takim wzruszeniem. Kiedy w październiku ogłaszałam konkurs o moją książkę The Best of the Worst, byłam w miejscu, w którym większość ludzi po prostu… by odpuściła.
Bo jak długo można mówić do pustej sali? Jak długo można pisać, nie wiedząc, czy ktoś w ogóle czyta?
Ale coś mi wtedy mówiło: napisz to, zrób coś, nawet jeśli nikt nie odpowie.
Nie chodziło o wygraną, o statystyki, o lajki. Chodziło o to, żeby dać komuś powód, żeby się zatrzymał — na chwilę, w tym pędzącym świecie.
Pomyślałam: może ktoś się uśmiechnie, może ktoś poczuje, że nie jest sam, może ktoś pomyśli „hej, mam tak samo”.
I to wystarczyło, żeby spróbować.
✨ Początki, które były niepewne
Nie miałam pojęcia, jak działa ten cały system komentarzy, liczenia aktywności i powiadomień.
W głowie miałam chaos: „czy ktoś to w ogóle widzi?”, „czy mój blog w ogóle się wyświetla?”, „czy nie piszę tylko do siebie?”.
Ale mimo tej niepewności, publikowałam dalej. Czasem z kubkiem kawy, czasem z głową pełną wątpliwości, czasem z sercem, które po prostu musiało coś z siebie wyrzucić.
Każdy komentarz był wtedy jak mała iskra.
Niektóre były krótkie – jedno zdanie, inne dłuższe – jakby ktoś chciał ze mną posiedzieć przy kawie i pogadać.
I właśnie w tych momentach poczułam, że to miejsce żyje.
Blog, który kiedyś był tylko moim osobistym notatnikiem, powoli zamieniał się w przestrzeń, gdzie ktoś naprawdę słucha.
💛 I wtedy pojawiła się Joanna
Nie wiem, czy sama ma tego świadomość, ale jej obecność zmieniła coś ważnego.
Nie tylko w statystykach, ale w moim podejściu do pisania.
Joanna komentowała często. Czasem z refleksją, czasem z humorem, czasem po prostu zostawiała ślad, jakby chciała powiedzieć: „hej, czytam Cię, nie jesteś sama”.
Nie robiła tego dla konkursu — wiem to, bo jej słowa były prawdziwe. Nie brzmiały jak ktoś, kto chce coś wygrać, tylko jak ktoś, kto chce być częścią rozmowy.
I może to właśnie o to chodzi w całym tym pisaniu.
Nie o to, by mieć tysiące obserwatorów.
Nie o to, by być popularną.
Tylko o to, by znaleźć jednego człowieka, który zrozumie, poczuje, odpowie.
💌 Wysłałam do niej wiadomość…
Kiedy sprawdzałam wyniki i zobaczyłam, że to właśnie Joanna była najbardziej aktywna, uśmiechnęłam się szeroko.
Nie dlatego, że mogłam komuś wysłać książkę, tylko dlatego, że mogłam powiedzieć: „dziękuję, że jesteś”.
Wysłałam jej e-mail. Napisałam, że wygrała, ale też, że wiem, iż nie robiła tego dla nagrody.
Bo czasem właśnie ci ludzie, którzy nie szukają uwagi, wnoszą najwięcej.
I wiesz co? To było najpiękniejsze uczucie — móc wysłać komuś wiadomość nie jako „autorka książki”, ale jako człowiek do człowieka.
Z wdzięcznością. Z autentycznością. Bez nadęcia.
🌱 Dlaczego to takie ważne
Pisanie dla mnie to nie był plan biznesowy ani strategia marketingowa.
To był sposób na przetrwanie.
Na poukładanie myśli, które czasem ciążyły jak kamienie.
Na zrozumienie, że ból, samotność, czy zmęczenie – to nie wstyd, tylko część życia, z którą można nauczyć się żyć po swojemu.
Ale żeby pisać dalej, trzeba mieć choć jedno potwierdzenie, że to ma sens.
Że po drugiej stronie jest ktoś, kto słucha.
Każdy komentarz, nawet najkrótszy, był jak oddech.
Jak znak, że słowa nie lecą w próżnię.
I dziś mogę śmiało powiedzieć, że to właśnie dzięki Wam — dzięki Joannie, i każdej osobie, która zostawiła choć jedno zdanie — nie przestałam wierzyć, że warto pisać.
🌻 Co dalej?
Tym razem nie będzie konkursu.
Nie będzie zasad, zgłoszeń, losowań ani przypomnień o terminach.
W grudniu, na zakończenie roku, po prostu wybiorę jedną osobę — tak z serca — której wyślę egzemplarz mojej książki.
Nie za liczbę komentarzy, ale za obecność.
Za szczerość. Za ciepło.
Za to, że po prostu tu jest.
Nie wiem, kto to będzie.
Może ktoś, kto zostawia komentarz raz w miesiącu.
Może ktoś, kto tylko czasem kliknie „lubię to”, ale naprawdę czyta.
Może ktoś, kto jeszcze się nie odezwał, ale którego słowa pojawią się wtedy, gdy najbardziej ich potrzebuję.
Bo czasem jedno zdanie potrafi zmienić dzień.
Albo całe życie.
✨ Na zakończenie
Kiedy zaczynałam ten blog, byłam przerażona.
Nie wiedziałam, jak to wszystko działa. Nie rozumiałam pozycjonowania, SEO, analityki, ani tych wszystkich trudnych słów.
Wiedziałam tylko jedno: że chcę pisać prawdę.
Dziś, kiedy patrzę wstecz, czuję wdzięczność.
Za każdą osobę, która zatrzymała się tu choć na chwilę.
Za każdy komentarz, który sprawił, że uśmiechnęłam się do ekranu.
Za każdą wiadomość, w której ktoś napisał „też tak mam”.
Bo to znaczy, że nie jestem sama.
I że Wy też nie jesteście.
💛 Dziękuję, że jesteście częścią tej drogi.
Nie obiecuję, że zawsze będzie łatwo, pięknie i błyszcząco.
Ale obiecuję, że zawsze będzie prawdziwie.
Z wdzięcznością,
Eliza Siatkowska

🇬🇧: Thank you for being here – it means more than words can say. 💌
I didn’t expect to write this post with such emotion.
When I announced the October giveaway for my book The Best of the Worst, I was standing at a point where most people would probably just give up.
Because how long can you talk to an empty room?
How long can you keep writing when you’re not sure anyone’s even listening?
But something inside me said: do it anyway.
Not for the numbers, not for the likes — but for the one person who might stop for a moment, read a few lines, and think: “Oh, that’s exactly how I feel.”
And that’s what kept me going.
✨ Those uncertain beginnings
I had no idea how any of this worked — how comments are counted, how engagement is tracked, how people even find my blog.
My head was full of questions: “Does anyone see this?”, “Is it showing up in search results?”, “Am I just talking to myself again?”
But even with all that doubt, I kept posting.
Sometimes with a coffee mug in hand, sometimes with a tired heart, sometimes with too many thoughts that just needed to come out.
Every comment felt like a spark.
Some were short — just a few words — others longer, like someone sitting down with me over coffee to talk about life.
And that’s when I realised: this space is alive.
The blog that once was only my personal diary slowly became a place where someone truly listens.
💛 And then came Joanna
She probably doesn’t even realise how much her presence meant.
Not in numbers or statistics, but in the way she reminded me why I write.
Joanna commented often — with reflection, humour, kindness. Her words felt honest, not like someone chasing a giveaway, but like a person who simply wanted to connect.
And maybe that’s what writing is really about — not reaching thousands, but finding one real person who understands.
💌 I sent her an email…
When I checked the results and saw that Joanna had been the most active reader, I smiled wide.
Not because I could finally send someone a book, but because I could finally say: “thank you for being here.”
I sent her an email to let her know she had won — but I also told her that I know she never did it for the contest.
Sometimes it’s the people who expect nothing that give the most.
And honestly, it felt beautiful to send that message — not as an author promoting her book, but as one human being reaching out to another, with sincerity and gratitude.
🌱 Why this matters so much
Writing has never been a business plan or a marketing strategy for me.
It was survival.
It was my way of making sense of things that hurt.
Of learning that pain, loneliness, or exhaustion aren’t something to hide — they’re just part of being human.
But to keep writing, you need at least one sign that it means something.
That there’s someone on the other side of the screen who cares enough to read.
Every comment, even the shortest one, felt like a heartbeat.
Like a reminder that my words didn’t disappear into the void.
And today I can say with honesty — it’s because of you, because of Joanna, and because of every person who left even a single sentence, that I kept believing it’s worth it.
🌻 What’s next?
This time, there won’t be a contest.
No rules, no forms, no deadlines.
In December, I’ll simply pick one person — straight from the heart — and send them a copy of my book.
Not for numbers or engagement, but for kindness.
For being here. For reading. For staying.
I don’t know who it will be.
Maybe someone who comments once a month.
Maybe someone who just quietly reads but never says a word.
Maybe someone whose comment will arrive exactly when I need it most.
Because sometimes one sentence can change a day — or an entire life.
✨ To end on a grateful note
When I started this blog, I was terrified.
I didn’t know what I was doing. I had no clue about SEO, analytics, or how the algorithm works.
I just knew I wanted to tell the truth.
And now, looking back, I feel nothing but gratitude.
For every person who stopped here for a moment.
For every comment that made me smile.
For every message that said, “I feel the same.”
Because it means I’m not alone.
And neither are you.
💛 Thank you for being part of this journey.
I can’t promise it will always be perfect, easy, or cheerful.
But I can promise it will always be real.
With love and gratitude,
Eliza
author of The Best of the Worst
Dodaj komentarz